Podstępy i przekupstwo…


…czyli instrukcja obsługi chorego wyżła.

Jesienna pogoda zdecydowanie nie rozpieszcza – ostatnie dni upływają pod znakiem siąpiącego deszczu i zimnych podmuchów wiatru. Wcześniej mieliśmy przez chwilkę babie lato, co w praktyce oznacza, że rano było chłodno, potem robiło się 20 stopni, a pod wieczór temperatura znowu spadała. Ja sama przez kilka dni walczyłam z przeziębieniem, które próbowało mnie unieruchomić. Beryl, może w duchu solidarności, postanowił również zbuntować się wobec niesprzyjających warunków pogodowych. W efekcie leczymy właśnie psie gardło, uszy i skórę, dlatego dzisiaj trochę o tym, jak (nie)bardzo trzeba się namęczyć, żeby podać Berylowi lekarstwa, oraz o tym, co Rudy sądzi o weterynarzach.

Yyy… mgła, półmrok i zło.

Nadopiekuńcza matka i dzielny pacjent

Muszę przyznać się bez bicia, że o zdrowie Beryla dbam chyba bardziej niż o własne. Na pewno na żadnej psiej grupie nie znajdziecie mojego posta o treści: Cześć, mój pies ma gorączkę/wymiotuje od X dni/ma biegunkę/nie chce jeść od tygodnia, co mam robić? Pomóżcie. Jak tylko pojawia się problem, po prostu idziemy do weterynarza – nie ma zmiłuj, nie chcę się potem martwić, że o coś nie zadbałam na czas. Obserwuję Beryla bardzo uważnie, dobrze znam jego nawyki, wiem, co jest dla niego zachowaniem nietypowym, i w odpowiednim momencie reaguję. Swoją drogą nie jest to takie proste, bo żeby Rudy w ogóle pokazał, że jest chory, musi go złapać coś naprawdę paskudnego. Zwykłe przeziębienie nie robi na nim zbyt dużego wrażenia – ani nie osłabia jego apetytu, ani nie sprawia, że jest osowiały i nieswój. Ewentualne zmiany w jego zachowaniu są dość subtelne, dlatego naprawdę trzeba patrzeć uważnie, by zauważyć, że coś jest nie w porządku. Tym razem jednak nie miałam wątpliwości. Pies niby wesoły, niby wita się radośnie jak zwykle, ale oddycha jakby trochę za głośno, a ślinę przełyka z wyraźnym trudem. Zatem weterynarz.

Beryl, pies przyjazny ludziom bardziej niż innym psom, wchodzi do gabinetu z wypiętą piersią (czytaj: płynie po posadzce, ciągnąc mnie za sobą) i zaczyna wizytę od rozdawania buziaków oraz dopraszania się o głaski. Muszę powiedzieć, że to wielkie szczęście mieć psisko, które nie umiera ze strachu w poczekalni ani nie gryzie po rękach przy próbie wykonania jakiegokolwiek badania. Młody przeżył już sporo przygód z weterynarzem w tle, bo szczęścia nie miał: a to naciągnięty mięsień, a to brodawczyca zakaźna, a to szycie łapy, a to chore uszy… Lekarze robili mu już dużo średnio przyjemnych rzeczy, ale on wciąż podchodzi do tego z właściwym sobie luzem. Nie mogę oczywiście powiedzieć, by nadzwyczajnie lubił zastrzyki czy grzebanie w uszach, ale daje sobie to wszystko zrobić bez warczenia, skomlenia czy kłapania zębami. Niemało w tym oczywiście naszej pracy, bo od małego przyzwyczajaliśmy go do różnego rodzaju dotyku, zaglądania mu do uszu, sprawdzania paszczy i tym podobnych. Między innymi dzięki temu Beryl jest u weterynarza dzielnym wyżłem i zawsze dostaje ciasteczko za dobre sprawowanie. 🙂

No spójrzcie w te oczy… czy to może być niegrzeczny pies?

Domowe ambulatorium

I jak? Roztoczyła się już w Waszych głowach wizja pieska pokornie przyjmującego każdy lek, jaki się mu poda? Pieska, który nie wypluwa tabletek z kiełbaski oraz posłusznie zlizuje syrop z łyżeczki? Skucha!

No dobrze, może nie taka całkowita, bo w tej kwestii również nie mogę jakoś wybitnie narzekać. Większość leków, jakie do tej pory podawałam Berylowi, udawało mi się podać bez problemu. Największy problem mamy, a jakże, z tabletkami – sprytnie ukrywane w mięsku piguły na odrobaczanie zwykle obklejam rzeczonym mięskiem jakieś pięć razy, zanim Beryl rozkręci się na tyle, by je połknąć bez zbędnej refleksji i wnikliwego badania organoleptycznego. Ileż to już razy mój sprytny podstęp okazywał się zupełną porażką, a dosmaczona ulubionym pasztetem tabletka lądowała wypluta na wykładzinie! Z podobną rezerwą Beryl podchodzi do czyszczenia zębów. Co prawda pasta smakuje kurczakiem, więc jeszcze da się przeżyć, ale już ta gilgocząco-kłująca szczoteczka w paszczy zdecydowanie uwłacza wyżłowi – kto to widział? Aby wykonać wymienione czynności, muszę więc uzbroić się w iście anielską cierpliwość. Poza tym jednak Beryl nie utrudnia zbytnio życia swoim niosącym pomoc opiekunom. Do zakraplania uszu i smarowania maściami siadamy w asyście smaczków, najlepiej takich wcześniej nieserwowanych albo wyjątkowo lubianych, a wtedy możemy wszystko!

Nie mogę jednak nie wspomnieć o chyba najtrudniejszym aspekcie codzienności wyżła, który zaniemógł. Niech się oszczędza przez kilka dni. Żadnych szaleństw z innymi psami, spokojne spacery na smyczy, ewentualnie niech biega luzem, ale we własnym tempie – rzecze weterynarz. A mogłaby pani to powtórzyć, głośno i wyraźnie, do Beryla? – odpowiadam najczęściej. Jeśli ktoś zna jakiś sposób na to, jak wytłumaczyć wyżłowi, że nie wolno mu chwilowo kręcić kółek z prędkością światła, bo mu się gardziołko jeszcze bardziej przeziębi, to niech koniecznie podzieli się ze mną swą wiedzą tajemną. 🙂

Tęsknimy za jesiennym słonkiem!

A jak Wasze psiska znoszą wizyty u weterynarza? Łatwo im podać lekarstwa czy musicie się zdrowo nagimnastykować? Piszcie. 🙂

Łapa!

Beryl i spółka

Beryl i spółka

Wyżeł węgierski i towarzysząca mu ludzka spółka. :)

Spójrz również tutaj

Złe miłego początki

Wyżłowa matka nieidealna

  • Samego zdrowia dla Beryla! Chory pies to nigdy nie jest nic przyjemnego – u nas też zawsze ”coś” – a to biegunki, a to skaleczenie i takie tam.

    Trzeba się jednak trzymać, a najgorzej, że często pies sam nie rozumie, że jest chory i cierpi z nudów w domu 🙂

    • Biegunki przerabialiśmy, skaleczenie też… 😀 Wyobraź sobie, że skaleczenia nawet NIE ZAUWAŻYŁAM, dopóki go w domu nie zaczęłam myć. Co prawda był wtedy świeżo po szybkim biegu, więc pewnie mniej odczuwał ból w tej ekscytacji, ale szliśmy z łąki do domu jakieś 10 minut i nawet się skubany po drodze na tą nogę nie obejrzał, nie próbował jej lizać ani nic. Nie wiem, gdybym nie chciała wymyć mu łap z błota, pewnie bym wyszła z domu i zostawiła psa z otwartą raną. :O

      • Z Legion tak się lało, że trudno było zignorować, ale pies sam w sobie pełny spokój – co tam, że się leje 😀 Nawet biegać z tym chciała…

        • Taaaak, Beryl tuż po szyciu był gotowy do szaleństw. Ba, nawet dwa dni po kastracji już by biegał z innymi psami, gdybym mu tylko pozwoliła. Coś jednak jest w tym „goi się jak na psie”, co nie? 😀

  • Beryl zdrówka!! My zawsze idziemy do veta jak coś się dzieje. Jakoś Lily i Aza zawsze posłusznie przyjmują lekarstwa. Nie mamy z nimi problemu i też dbamy o nie bardziej niż o siebie.

    • Świetnie, że nie macie problemów z lekarstwami – ostatnio u weterynarza słyszałam, jak właściciel mówi, że jego pies nie zjada nawet pokruszonej tabletki dokładnie zmieszanej z mokrą karmą. Jakie to musi być trudne podać cokolwiek takiemu psu!

Berylowy kalendarz

Listopad 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Nasz instagram

Morning patrol 💪🏻🍂🍁
#berylthevizsla
And who’s just ROCKED their first walk together? Oh yes, these two! 😍 @evey_fiction #czesiathetibetanterrier #berylthevizsla #newfriends #suchgooddogs
Once a lapdog, always a lapdog! #berylthevizsla #velcrodog #nevertooold
Cute, fun, lovely, playful & handsome at the same time - what’s your superpower? 😎 #berylthevizsla #attitude 🙃
I have THE BEST vets: they either give me fish treats or toys! #berylthevizsla #gift
Stop, drop & selfie! 😎 Our entry for a dog selfie competition. 🤩 / Psielfie specjalnie na konkurs u @psiamatkapl_sklep #psiamatkapl_sklep 😁❤️ #berylthevizsla

Polecane

doglovin