Smycz linowa od Pawesome: recenzja


Jak niedawno przeczytaliście w innym moim tekście, od jakiegoś czasu możemy z Berylem dumnie nazywać się ambasadorami marki Pawesome. Dziś mogę już zaprezentować Wam długo i niecierpliwie wyczekiwaną przeze mnie recenzję pierwszych produktów. Przed Wami smycz linowa od Pawesome. Zastrzegam, że jeśli po przeczytaniu tego tekstu poczujecie nieodpartą chęć natychmiastowego zakupienia nowych akcesoriów dla Waszych futrzastych dzieciaków, nie będę ponosić odpowiedzialności za ewentualne uszczuplenia domowego budżetu. Wręcz przeciwnie – przyklasnę pomysłowi. 🙂 Chodźcie i zobaczcie, co to za cudeńka!

Pierwsze wrażenia

Jeszcze wam tego nie mówiłam, ale jestem totalnie pokręcona na punkcie ładnych, estetycznych opakowań. Im fajniej sklep pakuje swoje produkty, tym większego ma ode mnie plusa na starcie. Pawesome zarobiło bonusowe punkty w tej kategorii. Sam karton jest po prostu uroczy: śliczne logo na bardzo ładnym tle, świetne hasło, a wszystko to w stonowanych, prostych, eleganckich kolorach.

Pawesome: opakowanie

Prześliczne pudełko od Pawesome

Po zajrzeniu do środka kolejny zachwyt: paczka wyłożona kolorowym papierem, w środku metki i krótka notka od Pawesome. Bardzo to do mnie trafia. Gdy w przesyłce znajduję choć kilka słów adresowanych bezpośrednio do mnie czy do mojego psa, od razu czuję się mniej anonimowa, a produkt staje się bardziej spersonalizowany.

Pawesome: wiadomość

Spersonalizowana wiadomość – Beryl też docenia!

Pawesome: wiadomość

I wiadomość z bliska

Nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła uwagi na opakowanie. Jednak prawdziwa gratka czekała w środku. Dostaliśmy z Berylem do przetestowania trzy różne smycze linowe. I proszę państwa, co to są za smycze!

Smycz linowa od Pawesome w trzech odsłonach

Beryl nigdy wcześniej nie spacerował na smyczy linowej – zawsze mieliśmy taśmowe albo długie, treningowe linki. Pierwsze, co pomyślałam, gdy wzięłam do ręki smycz linową od Pawesome, to „wow, jakie to miękkie!”. Nie mam tu oczywiście na myśli pluszowości dziecięcej zabawki, ale smyczki są bardzo przyjemne w dotyku. Lina nie jest ostra ani chropowata – raczej gładka i elastyczna.

Pawesome: smycz linowa Moro

Nasza pierwsza smycz od Pawesome: Moro!

Gdy tylko dostaliśmy smycze, od razu wybrałam się z jedną na spacer. Wspomniana elastyczność liny sprawia, że doskonale leży w ręku, a przy ewentualnym szarpnięciu psa nie robi krzywdy ani nam, ani jemu. Mogę śmiało powiedzieć, że smycz linowa to najwygodniejsze, na czym zdarzyło mi się wyprowadzać Beryla.

Pawesome: smycz linowa Sunshine

Spacerujemy

Jeśli chodzi o aspekt wizualny, smycz linowa od Pawesome wyczerpuje znane mi w języku polskim pochwały. 🙂 Smycze wyjątkowo trafiają w moje gusta: są proste, ale piękne. Zarówno bardziej stonowane, jak i ostrzejsze kolory nadają akcesoriom niepowtarzalny charakter. Przyciągającą wzrok linę zdobią gustowne, skórzane dodatki. Według mnie taki dobór materiałów daje fajne wrażenie korzystania z czegoś naturalnego, na swój sposób surowego i bardzo eleganckiego.

Pawesome: spersonalizowana smycz linowa

Smycz linowa w wybranych przeze mnie kolorach – moja ulubiona!

Atrakcyjny wygląd i bezpieczeństwo

Wisienką na torcie są mosiężne karabińczyki. Oprócz tego, że genialnie wyglądają, zdecydowanie poprawiają wytrzymałość smyczy. A to się ceni – do dziś pamiętam, jak pękł nam karabińczyk w lince treningowej, gdy Beryl był szczeniakiem. Na szczęście Rudy podbiegł wtedy do nieagresywnego psa i spacerowaliśmy blisko osiedlowej, raczej spokojnej drogi, ale wyobraźcie sobie, że akcesoria zawodzą, gdy idziecie środkiem miasta, wzdłuż ruchliwej ulicy… Średnio, nie? Dlatego właśnie te karabińczyki to dla mnie ogromna zaleta smyczy od Pawesome.

Pawesome: karabińczyk smyczy linowej

Świetny, wytrzymały karabińczyk

Skoro już przy wytrzymałości jesteśmy, smycze póki co nie wykazują żadnych oznak zużycia, a korzystam z nich regularnie, w tym z dwóch od października. Skóra wciąż wygląda na nowiutką, chociaż akurat w przypadku tego materiału cenię naturalne zszarganie – dodaje charakteru. 🙂 Liny są wciąż w świetnym stanie, chociaż wytargałam je po nadwiślańskiej plaży, mokrej od rosy trawie i deszczu. Na razie jeszcze nie czyściłam żadnej ze smyczy, więc nie wiem, jak się zachowują po delikatnej renowacji. Sądząc jednak po ich obecnym stanie, nie spodziewam się niemiłych niespodzianek.

Pawesome: smycz linowa Sunshine

Smycze zabraliśmy nawet na plażę

Mogę śmiało powiedzieć, że smycz linowa od Pawesome zdobyła moje serce. Produkt estetyczny, dobrze wykonany, wytrzymały, naturalnie elastyczny, ze skórzanymi wstawkami, wygodnie leżący w ręce – czego chcieć więcej? Jestem bardzo zadowolona, że między innymi właśnie my mogliśmy sprawdzić produkty nowej marki. Opis smyczy mogę podsumować krótko: świetna jakość i nienaganna estetyka. 🙂

Niebawem będziecie mogli poczytać o innych produktach od Pawesome, a tymczasem zapraszamy serdecznie do sklepu internetowego marki. Życzę przyjemnego wybierania. 🙂

Łapa!

Monika | Beryl i Spółka

Beryl i spółka

Cześć! Mam na imię Monika i mam wyżła węgierskiego, Beryla. :) Jeśli chcecie wiedzieć, jak żyje się z rudą bombą energetyczną, wpadajcie do nas! Gwarantujemy dobrą zabawę. :)

Zajrzyj również tutaj

Kategorie wpisów

Nasz instagram

Nomnomnom! #snufflemat @matywechowe 😋💜💙 #berylthevizsla
Lots of #love 😍
One more memory from our photoshoot with @kochaj.sie ❤️
#berylthevizsla #ilovemydog
Best.
Dog.
Ever.
❤️
#berylthevizsla #mantrailing
One more memory from our #mantrailing training last Sunday. We’re coming back on trails this weekend! #berylthevizsla #atwork
Guess who rocked his first #mantrailing course weekend? 😍#berylthevizsla 🤩
OMG there’s a new Vizsla baby in the neighborhood! 🤩 Welcome, little peanut! #berylthevizsla #greetingslittleone #cutenessoverload

Polecane

doglovin ujarzmic bestie

Berylowe archiwum