Przeprowadzka z psem: pierwsze kroki w nowym domu


Cześć! Po raz pierwszy minęło tak dużo czasu od ostatniego wpisu. Mam na to jednak dobre usprawiedliwienie. Koniec roku obfitował przede wszystkim w dwie rzeczy: pracę i kartony. Z akcentem na kartony. Dlaczego? Przyszedł wreszcie moment, w którym musieliśmy przewieźć całe swoje życie do nowego domu. Za nami nerwowe tygodnie dopinania wszystkiego na ostatni guzik, dopełniania formalności i innych fascynujących zadań rodem z dorosłości. Na szczęście już od kilku dni mieszkamy w nowym miejscu i powoli oswajamy się ze zmianami. Kartony co prawda wciąż stoją i na razie stać będą, bo jeszcze nie dorobiliśmy się szaf, ale dom z każdym dniem jest coraz bardziej nasz. A ja nareszcie mam chwilę czasu, by napisać, jak nam poszła przeprowadzka z psem.

Żegnaj, kawalerko…

Do tej pory mieszkaliśmy z Berylem w wynajmowanej kawalerce. Wyżeł jest przyzwyczajony, że widział nas w zasadzie cały czas, dopóki któreś z nas nie weszło na antresolę czy nie poszło do łazienki. Na piętro nie miał wstępu. Schody prowadzące na górę przypominały raczej drabinę, więc ani my nie chcieliśmy, by pies nimi chodził, ani on się po nich nie wspinał sam z siebie. Łóżko stało na dole, więc odkąd Rudy został na nie oficjalnie wpuszczony, miał do niego ciągły dostęp – najczęściej po powrocie do domu z pracy znajdowaliśmy go zakopanego w pościeli. Kawalerka nie była duża, więc obie miski i posłanie stały w zasięgu psiego nosa. Generalnie pies uczestniczył w każdym aspekcie życia domowego, choćby z tej prostej przyczyny, że nie było osobnego pomieszczenia, do którego można by go było odprowadzić.

Przeprowadzka z psem: poprzednie mieszkanie

Odpoczynek w starym mieszkaniu

Jeśli chodzi o miejsca spacerowe, kawalerka znajdowała się przy samym Lesie Kabackim. Często więc uciekaliśmy do lasu przed szarą codziennością. W okolicy było sporo łączek, pól i trawników – łatwo było znaleźć przyjemną trasę. Mieliśmy też małą, zgraną paczkę ludzkich i psich znajomych, z którymi spotykaliśmy się na wspólne przechadzki. Dookoła było cicho i spokojnie, a w słoneczne dni całe mieszkanie było zalane światłem.

Co zmieniła przeprowadzka z psem?

…witaj, segmencie!

Każde przenosiny to duże wyzwanie, ale przenosiny z psem wymagają, że się tak wyrażę, dodatkowej porcji ogarniania. Przede wszystkim to dość nerwowy czas: kilka osób wynoszących kartony i stopniowo opróżniających mieszkanie, coraz większe echo, coraz mniej rzeczy w domu. Na czas noszenia dobytku Beryl wylądował więc w swoim metalowym kojcu z czasów szczenięcych. Na początku trochę się emocjonował, ale potem chyba w końcu się znudził, bo zjadł baraniego żwacza i postanowił się zdrzemnąć. 🙂 A gdy już prawie wszystko było przewiezione do nowego domu, przyszedł czas na przeprowadzkę z psem.

Jaki jest nowy dom w porównaniu z wynajmowaną kawalerką? Przede wszystkim większy i piętrowy. Mamy parter, piętro oraz poddasze i to chyba właśnie ten aspekt jest dla Beryla na razie najbardziej nowy. Na początku kursował góra-dół, gdy tylko któreś z nas szło na inny poziom. Do tej pory trudno mu zostać na dole, gdy na przykład idę po coś do sypialni na poddaszu. Powoli jednak przyzwyczaja się, że nie musi śledzić każdego naszego kroku. Dziś rano został ze mną w łóżku, gdy B. wstał do pracy. Kiedy już odgruzujemy oba pokoje na piętrze, w których chwilowo mamy magazyn, jeden z nich stanie się psim azylem. Mam w planach odprowadzać tam Beryla po spacerach czy przed przyjściem gości, by mógł odpocząć i wyciszyć się. Póki co funkcję takiego spokojnego pokoju pełni sypialnia.

Przeprowadzka z psem: nowa sypialnia

Beryl na nowym łóżku – no bo gdzie indziej?

Coraz więcej spokoju

Pod naszą nieobecność Beryl będzie zostawał na parterze, dlatego legowisko musiało znaleźć się i tam, i w sypialni, gdzie z nami śpi. Przez trzy pierwsze dni w nowym miejscu z Rudym zawsze ktoś był, ale teraz powoli wprowadzamy i wydłużamy momenty samotności. Póki co zostawiałam go samego tylko na czas krótkiego spaceru na śmietnik czy do sklepu, ale nie szczeka ani nie piszczy. Na pewno bardzo pomaga nam to, że nie było z tym nigdy problemu również w starym mieszkaniu. Poza tym zabieraliśmy wyżła ze sobą na wizyty na budowie jeszcze podczas wykańczania nowego domu, by mógł zapoznać się z budynkiem i okolicą.

Muszę przyznać, że cała przeprowadzka z psem przebiega nam dużo spokojniej, niż się spodziewałam. Oczywiście na początku Berylowi trudno było się wyciszyć i porządnie wyspać, ale z każdą chwilą jest coraz lepiej. Zaczął już sam z siebie kłaść się i odpoczywać na legowisku, gdy robię coś w kuchni. Coraz częściej robi sobie samodzielne spacery między piętrami, gdy akurat chce poleżeć w sypialni albo sprawdzić, czy nie przewróciły nam się kartonowe góry. 🙂 Jestem więc bardzo dobrej myśli!

Przeprowadzka z psem: przy choince

Beryl, strażnik krzywej choinki

Gdzie tu chodzić?

Jedyny dość uciążliwy aspekt nowego miejsca to raczej średnia okolica do spacerów. Do lasu mamy już teraz dalej – trzeba podjechać samochodem, co zapewne nie będzie udawało się przed pracą, w porannym pośpiechu. W sąsiedztwie bardzo brakuje trawników: dookoła stoją głównie domki przytulone bezpośrednio do chodników czy osiedlowych ulic. Jest kilka kawałków zieleni, ale są to albo błotniste bagienka, albo wyższe od człowieka chaszcze, albo pola uprawne. Poza tym namiętnie obszczekują nas zza płotów osiedlowe burki. Ani ja, ani Beryl nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni, więc pierwszego dnia oboje regularnie podskakiwaliśmy ze strachu. 🙂

Mimo wszystko nowe miejsce ma mnóstwo uroku. Przede wszystkim sam dom i większa przestrzeń sprawiają mi ogromną przyjemność, a Beryl dzielnie daje sobie radę ze zmianami. Wszyscy musimy się jeszcze przyzwyczaić do sytuacji i trochę zapuścić korzenie, ale myślę, że będzie nam się dobrze mieszkać. A ze szczekających obrońców podwórek zrobimy sobie okazję do treningów i będziemy ćwiczyć skupienie w rozproszeniach. 😉

A czy Wy kiedyś przeprowadzaliście się z psem do nowego domu? Jak Wam poszło? Czy psiakowi trudno było zaaklimatyzować się po zmianie? A może dopiero planujecie przenosiny? Dajcie znać. 🙂

Łapa!

Beryl i Spółka

Beryl i spółka

Cześć! Mam na imię Monika i mam wyżła węgierskiego, Beryla. :) Jeśli chcecie wiedzieć, jak żyje się z rudą bombą energetyczną, wpadajcie do nas! Gwarantujemy dobrą zabawę. :)

Zajrzyj również tutaj

Kategorie wpisów

Nasz instagram

Instagram
Instagram
Instagram
Instagram
Instagram
Instagram

Polecane

doglovin ujarzmic bestie

Berylowe archiwum